WitchcraftRPG

„To nasze wybory ukazują, kim naprawdę jesteśmy, o wiele bardziej niż nasze zdolności...”
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Pokój szóstoklasistek

Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Gry
Konto Administracyjne
avatar

Data dołączenia : 05/06/2010
Liczba postów : 201
Punkty : 494

PisanieTemat: Pokój szóstoklasistek   Wto Cze 08, 2010 12:53 pm

Sporych rozmiarów pomieszczenie z nisko sklepionym sufitem, z którego zwisa niewielki, lecz piękny żyrandol w XVIII-wiecznym stylu. Cała komnata zachowana jest w odcieniach chłodnej zieleni, co nadaje jej nutę tajemniczości.
Pięć łóżek z czterema, misternie rzeźbionymi kolumienkami ustawione zostały na kamiennej posadzce, którą dekoruje olbrzymi, szary dywan z motywami węży. Przy każdym posłaniu umieszczona została szafka nocna.
Łóżko obok drzwi zajmuje Rose Williams, kolejne łóżko przy ścianie Marjorie Corrigan, a w kącie pokoju X. Łóżko po przeciwnej stronie zajmowane jest przez X, obok którego swoje łóżko ma X.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
Konto Administracyjne
avatar

Data dołączenia : 05/06/2010
Liczba postów : 201
Punkty : 494

PisanieTemat: Re: Pokój szóstoklasistek   Pią Cze 11, 2010 1:22 pm

Rose Williams
Zaraz po wizycie w Pokoju Wspólnym, Rose przylazła tu. Położyła się na łóżku i wyciągnęła jakąś książkę. Miała chyba tytuł: ''Miłość za cenę śmierci''. Powoli przewracała kartki z delikatnym uśmieszkiem.
Ciekawe... Co jest w stanie zrobić zakochana dziewczyna, aby jej wybranek wreszcie ją zauważył.
Leżała na brzuchu i machała nogami. Dość ją zaciekawiła główna bohaterka. Miała taki specyficzny styl bycia i reagowania na różne sytuacje.

Jasmine Langer
Jasmine weszła do Pokoju Wspólnego Slytherinu ale widząc w niej pustki wybrała się do dormitorium w poszukiwaniu czegoś najzwyklejszego. Czym dla niej była po prostu jakakolwiek rozrywka.
Uchyliła delikatnie ciężkie drewniane drzwi, a jej oczom ukazały się zgrabne stópki pewnej ślicznej osóbki. Bez wahania rozpędziła się i wskoczyła na ową "śliczną osóbkę" z wojennym okrzykiem " Aaaaa! ".
- Hej mordeczko! - przywitała ją zaraz po tym kiedy obydwie spadły z dość szerokiego hogwardzkiego łóżka i wygodnie, a może i nie wygodnie usadowiły się na twardej kamiennej podłodze dormitorium.

Rose Williams
Pierwsze co usłyszała głos, wróć krzyk wspólokatorki, a zaraz silne uderzenie i już leżała na kamiennej, zimnej posadzce pokoju.
- Cześć Jas. - uśmiechnęła się lekko. Rozejrzała się, w ręku wciąż trzymała książkę. Była zbyt ciekawa, aby ją tak po prostu zostawić. - Musiałaś mnie w taki sposób witać? - w ciemnozielonych Rose pojawiły się dziwne iskierki, chyba radości. Ponad dwa miesiące bez niej były strasznie nudne. Za nudne. Tylko od czasu do czas gadka - szmatka z Colinem.

Jasmine Langer
Z głupawym wyszczerzem pokiwała głową i przytuliła czarnowłosą Ślizgonkę najmocniej jak tylko potrafiła.
- Edukujesz się? Rose! Jak możesz... - zaśmiała się wesoło i zeszłą z niej siadając na podłodze w tak zwanym siadzie po turecku.
- Co u Collina? - zagadnęła niby bez podtekstów, a jednak w pytaniu kryła się ogromna ciekawość i napięte wyczekiwanie jakiejkolwiek odpowiedzi. Co jak co, kto jak kto, ale Jasmine była zainteresowana tym co dzieje się w rodzinie Williamsów... No może nie u wszystkich Williamsów.

Rose Williams
Wybałuszyła oczy na Ślizgonkę. To było obraza! Hańba!
- Ja się nie edukuję! To książka o miłości... Ciekawa, polecam Ci. - i wtedy padło pytanie o jej brata. No co jak co, ale prawie wszystkie uczennice z Domu Węża podkochiwały się w Colinie. Za ten jego zimny charakter, egoistyczne zachowanie, choć troskliwe wobec wybrańców? Ona go kochała, kochała jak brata, mimo częstych spięć i innych poglądów. - A, u Colina wszystko w porządku. Wzięli go na Prefekta Naczelnego i nagle spostrzegł, że palę papierosy w Pokoju Wspólnym. Rozumiesz, demoralizuję młodszych uczniów.

Jasmine Langer
Wybuchnęła głośnym, ale melodyjnym śmiechem, przynależnym tylko jej. Po prostu oryginalnym, niespotykanym. Pięknym przez swoją inność.
- Nie gadaj! Collin i prefekt naczelny?! - znów zaczęła się śmiać, może i pasował na prefekta, może i pasował na prefekta naczelnego, ale Jasmine nigdy nie uważała go za wzór cnót i zachowań, wręcz przeciwnie, za przestrogę dla pierwszoklasistów.
- Nasza szanowna opiekunka Sayuri chyba dojrzała w twoim braciszku idealnego "służącego" - zaśmiała się ponownie, ale zaraz potem przestała się śmiać i wzięła książkę od przyjaciółki. Bo jak przyjaciółka poleca, odmówić nie można.
Wiesz dobrze, że nie przepadam za czytaniem, a jeśli mam czytać to tylko cudze liściki na lekcji transmutacji i cudze przypadkiem (zachichotała) zgubione sowy.

Rose Williams
Pokiwała głową.
- Najwidoczniej. Byłby świetnym kamerdynerem. - stwierdziła i oparła się na łokciach. Teraz przynajmniej plecami nie dotykała zimnej posadzki.
Ale ten śmiech Jas był dziwny. Podejrzany. Taki inny. Ba, zawsze był inny, ale tym razem były jeszcze bardziej inny. - To było do przewidzenia. W zeszłym roku był zwykłym prefektem, a kto by się nadawał lepiej na to stanowisko, jak nie ktoś o krwi Williams'ów, albo Langer'ów? - oczywiście ceniła ród przyjaciółki, tak samo jak swój. Na równi. Obydwa czyste, obydwa bogate, co znaczy obydwa szlachetne. - Wiesz już z kim idziesz na bal? Bo coś tam planują.

Jasmine Langer
- Collin, poproszę piwo kremowe, ale nie w butelce, w kufelku, ładnym, kryształowym - zademonstrowała z surową miną patrząc na łóżko obok. Zerknęła na przyjaciółkę i uśmiechnęła się delikatnie.
- Wiesz, ja plany mogę mieć, ale to nie znaczy, że ten ktoś też wiąże je ze mną uniosła w górę kąciki malinowych ust ukazując subtelny, może nawet ZAWSTYDZONY czy SKRĘPOWANY uśmiech.
- A ty? Wybrałaś już sobie kogoś?

Rose Williams
- Jeszcze nie, ale to ten ktoś ma mnie zaprosić, a nie ja jego. - ona nigdy nie poprosiła chłopaka, aby z nią poszedł na bal, czy inną tego typu, szkolną imprezę. Ona ma być niedostępna, a oni mają ją adorować. Taka jest kolej rzeczy. - Ty wiążesz palny z... - wzrok mówił sam za siebie. Ona miała na myśli Colina, czy to Rose źle zinterpretowała znak wzrokowy, dziwny uśmieszek i w ogóle całą wypowiedź. Nie, nie mogła tego źle zinterpretować. Znają się ponad pięć lat, rozumieją się bez słów, a ona miałaby się pomylić?

Jasmine Langer
- Racja - pokiwała głową na znak zgody i zrozumienia. W końcu to one tu "rządziły" i miałyby się niby prosić o taniec, o wyjście? O nie! To one miały być adorowane i oblegane przez facetów. To one miały wybierać spośród wielu chętnych.
- Nie no nie, żebym wiązała, po prostu pomyślałam, że .. no fajnie by było pójść tam z Collinem... w sumie jest przystojny, jest ślizgonem, a i napić bym się mogła skoro jest prefektem naczelnym, chyba nie zrobiłby mi świństwa i nie wydał pannie Zhang - uśmiechnęła się może nieco głupkowato, niechętnie.

Rose Williams
Uśmiechnęła się szeroko, pokazując przy tym proste, białe zęby. A jednak.
- Uu... Jas, czy ja o czymś nie powinnam przypadkiem wiedzieć? - uniosła brwi, patrzyła znacząco na Ślizgonkę. Ona i jej brat, nie zła partia. Przynajmniej by miała fajną bratową. O ile w ogóle coś z tego wyjdzie. - Przystojny był od zawsze i nie jesteś pierwszą osobą, która to podkreśla gdy mówi o nim. Wzięłaś pod uwagę jego charakter? - a jak jakaś inna dziewczyna się przypałęta do Colina, to Rose już o to zadba, aby miała spieprzone lata w Slytherinie. Unicestwi ją, zmiecie z powierzchni ziemi, a wtedy Jasmine będzie miała wolną rękę. Plan godny szalonego naukowca.

Jasmine Langer
Rose, może chcesz zagrać w jakimś horrorze, a jak nie to chociaż w kryminale. Idealny czarny charakter!
- Nie, nie wiem sama, lubię go w sumie... A jeśli chodzi o charakter, to nie różnimy się tak bardzo.... no.... koniec! Nie rozmawiam z tobą - uśmiechnęła się - a jeśli już to nie na ten temat, o!

Rose Williams
Pokiwała głową i uśmiech trochę się zmniejszył.
- Tylko go lubisz? Jas, proszę Cię... Przecież to widać, słychać i czuć. - podniosła się z podłogi i położyła na swoim łóżku. I znów miękko i ciepło. Nareszcie. Zdjęła z ręki czarną gumkę, dzięki której uformowała na swojej głowie koka w artystycznym nie ładzie. - W tym roku zamierzasz się uczyć?

Jasmine Langer
Pokiwała głową zupełnie jakby straciła język, albo chęć do rozmawiania na temat Collina i jej głupiego "uczucia" do tego Ślizgona.
- Przecież jak mówię, to mówię - stwierdziła beznamiętnie i podrapała się po policzku. Uczyć?! Jasmine siedząca przed książkami?! Szok!
- Hhahahaha! - wybuchnęła śmiechem - Uczyć? Rose, czy ty masz gorączkę? Może wybierzemy się do Skrzydła Szpitalnego. Czy ty widziałaś mnie kiedykolwiek przed książkami czy zadaniem domowym? Mam swoich "pracowników". Jeden Krukon robi mi wszystkie zadania w zamian za butelkę ognistej - wyznała dumnie.

Rose Williams
Zagroziła jej palcem.
- Wiesz, że to jest korupcja? Zamkną Cię za to w Azkabanie! - właśnie, butelka ognistej whiskey. Korciło ją, aby już pierwszego dnia zacząć pić, ale zostawi to na urodziny. Które z pewnością pierwszoklasiści zapamiętają przez te siedem lat. W końcu będzie mogła pić pełnoprawnie przynajmniej kremowe piwo. Sherry, ani ognistej nie dostanie w tym wieku, a szkoda. - A tam. Powinnaś mu zagrozić, że dostanie w zęby jak Ci nie odrobi pracy domowej.

Jasmine Langer
- Przecież wiesz, że zrobiłby to nawet bez zapłaty. Ale tak korci mnie by zobaczyć jak to jest w tym Azkabanie, że chyba będę kontynuowała moje niecne czyny - zaśmiała się
- Jasmine Langer, postrach Krukonów, patronka oszustów - zawiadomiła z dumnie uniesionym podbródkiem.

Rose Williams
- Rose Williams, tartar Hogwartu, postrach Gryfonów, patronka Ślizgonów. - mruknęła zabierając książkę od Jasmine. Musiała ją doczytać przynajmniej do połowy. Ciekawe czy ta dziewczyna zabije tą drugą, aby zwrócić na siebie uwagę tego gostka.

Jasmine Langer
Jasmine wstała i otrzepała spodnie.
- Przejdę się, a może natrafię na kogoś ciekawego - zaśmiała się rozbawiona i wyszła z dormitorium wcześniej rzucając w stronę Ślizgonki wesołe: Cześć.

Rose Williams
- A ja to nie jestem ciekawa?! - prychnęła z delikatnym uśmieszkiem za wychodzącą Ślizgonką. Jas potrafiła czasami przejść samą siebie. Jak coś planie, to tylko lać po nogach.
Fakt, nic ciekawego nie działo się w ich dormitorium. Przywitały się w dość ekstremalny sposób, pogadały i jak na razie na tym koniec.
Rose odłożyła książkę na swoją szafkę nocną. Jak wróci to doczyta parę rozdziałów. ''Miłość za cenę śmierci'' była ciekawsza niż mogło się komukolwiek wydawać. Zgrabnie ześlizgnęła się z wysokiego łóżka. Wyszła z pokoju, wcześniej zabierając ze sobą wierzchnią, ciepłą szatę.
*
Rose ponownie weszła do ciemnego dormitorium. Nawet bez tej Iris by sobie poradziła. Ostrożniej położyła się na łóżku. Przynajmniej ból głowy jej przeszedł.
Zabrała książkę z nocnej pułki i ponownie zaczęła czytać. Zdążyła też przeczesać palcami włosy. Po przeczytaniu kilku stron nużyło ją na sen. Jednak nie miała zamiaru iść spać. Zeszła niezgrabnie z łoża, i zabierając paczkę papierosów, wyszła z pokoju.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Juliet Perrault
Uczennica VI Roku
avatar

Data dołączenia : 29/10/2010
Liczba postów : 86
Punkty : 91
Wiek : 24
Skąd : Paryż, Francja

PisanieTemat: Re: Pokój szóstoklasistek   Sro Lis 03, 2010 3:37 pm

Juliet po szybkim przebyciu całego Hogwartu wreszcie znalazła się w dormitorium, dla dziewcząt. Nie spojrzała na swoje łózko tylko pędem pobiegła do łazienki, chwyciła tylko ręcznik i wygrzebała ciuszki , w które miała zamiar się przebrać i już jej nie było.
Kąpiel była długa i bardzo przyjemna. Nie ma to jak zmywać z siebie zapach ptaków i ich odchodów. Juliet kiedy wyszła z pod prysznica czuła się jak nowo narodzona. Cały brud i smród z niej spłynął, była cysta jak łza.
Jej myśli nadal krążyły po Opuszczonej Sali i tych pięknych chwilach z Chrisem. Kiedy jej dotykał przechodziły ją dreszcze. Czemu jednak nie mogą być szczęśliwi? Takie jest przeznaczenie...ale zawsze można je oszukać. Julka zmyła rozmazany makijaż z twarzy. Teraz kiedy miała dla kogo ładnie wyglądać, zrobiła sobie lekki makijaż. Rzęsy podwinęła lekko tuszem, zapudrowała kilka piegów i pomalowała usta błyszczykiem o smaku i zapachu truskawki.
Bez pośpiechu założyła bieliznę. Potem włożyła obcisłe i w paru miejscach podziurawione dżinsy, w których wyglądała olśniewająco. Wciągnęła na siebie białą bluzkę na krótki rękaw z dość dużym dekoltem i łańcuszek, który dostała od Ojca, czyli ozdobne "J". Pozapinała bransoletki na nadgarstkach i popsikała się perfumami.
Rozczesała włosy, które wcześniej umyła, wysuszyła i wyszła z łazienki. Po drodze wzięła swoją dżinsową kurtkę sięgającą do pępka na długi rękaw i wyszła z dormitorium.

Oni tu nie mają łazienek! Łazienki są na piętrach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pokój szóstoklasistek   

Powrót do góry Go down
 
Pokój szóstoklasistek
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Pokój wizytowy
» Pokój Chemika
» Pokój Gościnny (-) - Piętro
» Pokój Wspólny
» Czerwony pokój zabaw

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
WitchcraftRPG :: Dormitorium dziewcząt-
Skocz do: