WitchcraftRPG

„To nasze wybory ukazują, kim naprawdę jesteśmy, o wiele bardziej niż nasze zdolności...”
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Cieplarnia nr 5

Go down 
AutorWiadomość
Nate Gryffin
Nauczyciel Zielarstwa
Opiekun Gryffindor'u
avatar

Data dołączenia : 01/09/2010
Liczba postów : 17
Punkty : 29
Wiek : 36
Skąd : Okolice Glasgow

PisanieTemat: Cieplarnia nr 5   Nie Paź 31, 2010 7:43 pm

Duże, oszklone pomieszczenie z podłogą ułożoną z brązowej kostki, stojące ściana w ścianę pomiędzy cieplarniami numer 4 i 6. Przeznaczone jest, jak sama nazwa wskazuje, dla uczniów klas V i posiada wszystkie rośliny, jakie wyznaczone są przez program nauczania dla tego właśnie rocznika. Tak więc na drewnianych stołach można spotkać naprawdę rozmaite ubarwienia roślinne, ponieważ tak się składa, że to Klasa V ma w obowiązku zapoznać się z największą rozmaitością gatunkową. Po krótkim oczopląsie co bystrzejsi rozpoznają drewniane bale ze skrzelozielem, podekscytowane róże wyginające się jakby na wietrze, czy też różowe, ładnie pachnące dyptamy.


***

Nate Gryffin, przykładnie przyodziany w obowiązkową szatę nauczycielską barwy czarnej, przemierzał odległości między drewnianymi stołami. Z czystym zadowoleniem obserwował jak rzędy roślin wychylają się ku niemu, a co przyjemniejsze nawet próbują go dotknąć. Kiedy jednak w jego kierunku niby to towarzysko wysunęła się roślina, której macki były starannie pokryte kolcami, profesor cofnął się przezornie.
- O nienienie, kochany, nie ze mną te numery. - mruknął do zawiedzionej rośliny. - Muszę żyć, żeby Rose i Eran dostali należytą nauczkę. Tylko gdzie oni są? Powinni już być...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rose Williams
Administrator
Uczennica VI Roku
avatar

Data dołączenia : 05/06/2010
Liczba postów : 80
Punkty : 127
Wiek : 24
Skąd : Swindon, Anglia

PisanieTemat: Re: Cieplarnia nr 5   Nie Paź 31, 2010 8:02 pm

O niczym innym nie marzyła tylko o spędzaniu wieczoru z wynalazkami Gryffina. A ten stracony czas mogłaby spędzić na czytaniu książki, nie drugi raz nie pójdzie do Działu Ksiąg Zakazanych po kolejną lekturę. Weźmie ją sobie od Colina. Przecież on zawsze przetrzymuje lektury i to nie byle jakie. Albo na gadaniu z Eranem, na czymkolwiek, tylko nie na pieleniu roślinek.
Przywlokła się do cieplarni numer pięć, tak jak kazał zacny Opiekun Gryffindoru. I tu niespodzianka, przyszła sama. Joyce'a jakby pod ziemię się zapadł. Może przyjdzie trochę później.
- Dobry, ale lepiej pasuje zły wieczór - stanęła w progu, gapiąc się na te wszystkie rośliny. A niech tylko któraś spróbuje ją tknąć, to powypieprza do jeziora razem z doniczkami. Wcale nie uśmiechał jej się taki szlaban. Chociaż lepsze to niż sprzątanie męskich toalet.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nate Gryffin
Nauczyciel Zielarstwa
Opiekun Gryffindor'u
avatar

Data dołączenia : 01/09/2010
Liczba postów : 17
Punkty : 29
Wiek : 36
Skąd : Okolice Glasgow

PisanieTemat: Re: Cieplarnia nr 5   Nie Paź 31, 2010 9:14 pm

- O, witaj Rose. - ucieszył się Gryffin, jakby dopiero co spotkał długo niewidzianą koleżankę, a nie uczennicę przybyłą na szlaban. - Właśnie o tobie rozmawialiśmy. Opłaca się nam czekać na Erana, czy lepiej zacząć bez niego?
Profesor przezornie szerokim łukiem ominął pokrytą kolcami roślinę i wychodząc z rzędu w którym przebywał, stanął naprzeciw Ślizgonki. Zdał sobie sprawę, że to jak ona będzie poruszała się po tym miejscu, będzie wskaźnikiem na to jaką nauczycielką była jego poprzedniczka. Panna Williams zajęcia w tej cieplarni miała rok temu, więc jeśli profesor Nunnce dobrze prowadziła swój przedmiot, uczennica nie powinna mieć problemu z bytowaniem w tym miejscu.
Niestety, pogoda nie sprzyjała i przez to widoczność mankamentów występujących u jego róż znacznie spadała. To był jedyny powód do smutku jaki Nate aktualnie odczuwał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rose Williams
Administrator
Uczennica VI Roku
avatar

Data dołączenia : 05/06/2010
Liczba postów : 80
Punkty : 127
Wiek : 24
Skąd : Swindon, Anglia

PisanieTemat: Re: Cieplarnia nr 5   Nie Paź 31, 2010 9:50 pm

- On nie wstanie z łóżka do jutra znając życie. - wzruszyła ramionami. Wszystko jedno jej było czy zaczekają na Joyce'a, czy zaczną bez niego. Z jednej strony szybciej wróciłaby do dormitorium, a z drugiej pielenie kwiatków w obecności tylko Gryffina też dobrym wyjściem nie było. Jeszcze będzie się patrzył jej na ręce, które dzisiaj nie są zdatne do jakichkolwiek czynów. Potłucze coś, połamie, zrzuci, trudno. Skoro Opiekun Gryffindoru tak bardzo chciał zrobić szlaban Ślizgonom na kacu, proszę bardzo.
I nie. Williams w ogóle nie potrafiła się poruszać po szklarni numer pięć, ani jeden, ani w żadnej. Owszem, zdawała SUMy z zielarstwa, które w gruncie rzeczy nie jest trudne (nie to co transmutacja), ale w zeszłym roku więcej jej nie było na tych zajęciach niż była. Dlaczego przeszła do następnej i klasy i dlaczego zdała egzamin w piątej klasie? Bo gdy ma się dzianych rodziców, którzy są zasłużonymi pracownikami Ministerstwa Magii, opiekuna domu, który jest Śmierciożercą można wszystko. Czasami żałowała, że profesor Zhang już nie uczy ONMS, ani nie jest już opiekunem Slytherinu


Ostatnio zmieniony przez Rose Williams dnia Wto Lis 02, 2010 7:00 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eran Joyce
Uczeń VII Roku
avatar

Data dołączenia : 17/06/2010
Liczba postów : 25
Punkty : 32
Wiek : 25
Skąd : Walia

PisanieTemat: Re: Cieplarnia nr 5   Pon Lis 01, 2010 8:53 pm

W oczach Erana czaiła się istna żądza krwi. Czuł się jakby jakieś stworzenie siedziało mu w czaszce i wbijało pazurki w jego mózg, co powodowało potworny ból, poza tym obawiał się, że zawartość jego żołądka zostanie opróżniona już niebawem. Jedyne czego pragnął to skulić się na wygodnym fotelu w Pokoju Wspólnym i próbować przeczekać ten paskudny okres. Lecz szanowny pan Gryffin zechciał po torturować jego zmarnowane ciałko. Na samą myśl o brudzeniu w ziemi i zajmowaniu się podobnymi duperelami w głowie błysnął mu pomysł, żeby uciec i zaszyć się gdzieś w górach. Mieszkałby w jaskini i polował na dzikie zwierzęta. Cień uśmiechu pojawił się na ustach Erana, ale błyskawicznie zbladł, gdy zbliżał się do szklarni. Kilka kroków dzieliło go od spędzenia potwornie nudnych godzin, w fatalnym stanie fizycznym obrzydliwie pozytywnym nauczycielem.
Oczom Rose i Gryffina ukazał się ociekający zniechęceniem, blady i jakoś jeszcze bardziej zmizerniały Joyce.
- Pan wybaczy moje spóźnienie, ale na myśl, że będę tutaj nie mogłem z podniecenia i w wyniku wielkich emocji zabłądziłem w szkole. - Mruknął, podchodząc do nich bliżej. - Witaj Rose. - Dziewczyna mogła dojrzeć niewielką zmianę na twarzy chłopaka - na jej widok jakoś się tak... rozjaśnił. - Jak już wesoła gromadka jest w komplecie może powie nam pan, jaką pasjonującą rzecz będziemy dzisiaj wykonywać?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christohper Tortoise
Uczeń VI Roku
avatar

Data dołączenia : 11/06/2010
Liczba postów : 116
Punkty : 125
Wiek : 24
Skąd : Irlandia

PisanieTemat: Re: Cieplarnia nr 5   Pon Lis 01, 2010 9:10 pm

Bez problemu tu trafił. Pamiętał drogę w to miejsce jeszcze z piątej klasy. Nagle... przypomniało mu się jak jako drugoklasista podziwiał wchodzące tu dzieci. To miejsce było dla niego ( i nie tylko zapewne) jak tabu. Żaden normalny drugoklasista nie wiedział, co jest w Szklarni dla piątoklasistów... no, przynajmniej żaden nie raczył Chria poinformować. Dzieci się go bały.
Tyle że tym razem, wędrówka tu nie była niczym przyjemnym szczególnie w stanie psychicznym, w jakim się Chrisu znajdował; stanie bardzo bliskim do załamania, ale jednak od niego się różniącym. Bo ci, co się załamują zazwyczaj powtarzają sobie "Dlaczego ja, dlaczego ja?" a Chris powtarzał "Dlaczego on, dlaczego on?" i to była ta różnica. On wiedział, komu swojego doła zawdzięcza a oni zazwyczaj nie wiedzą i obwiniają pierwsze lepsze osoby.
Już z daleka widział, z kim będzie miał do czynienia. I przeklinał za wysłanie go tu Kendrę. A uważał ją za dobrą koleżankę. No, jak można coś takiego zrobić PRAWIE niewinnemu Krukonowi, który nie czuje się psychicznie Krukonem? Do nauczyciela nic nie miał. Wydawał się być w porządku, ale ci, z któymi przyjdzie mu niedługo obcować... bez komentarza. To, jak kara za... zabójstwo! A on przecież nikogo nie zabił. No, był tego bardzo bliski, ale aktu zgonu nie wydano. Nie miał ochoty na nic, tym bardziej na wykonywanie jakichś durnych wymyślnych prac.
Chris otworzył mało ostrożnie drzwi. Był rozpędzony i w złym humorze. Ba, on był wściekły.
- Zgodnie z rozporządzeniem Began przybyłem... - przywitał się z niezbyt wesołą miną.
Cały jego image był inny niż zwykle. Zawsze pewny siebie, spokojny, małomówny, teraz wydawał się zamknięty, jakby stracił coś ze swojej samooceny, tylko ta ostatnia cecha została bez zmian. Nie chciał się odzywać bez potrzeby. Wydawał się, jakby opuściły go resztki energii, to nie był ten sam Tortoise, co na przykład trzy dni temu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nate Gryffin
Nauczyciel Zielarstwa
Opiekun Gryffindor'u
avatar

Data dołączenia : 01/09/2010
Liczba postów : 17
Punkty : 29
Wiek : 36
Skąd : Okolice Glasgow

PisanieTemat: Re: Cieplarnia nr 5   Wto Lis 02, 2010 9:12 am

Profesor ze zrozumieniem pokiwał głową i właściwie już zamierzał przejść z Rose do rzeczy //:D// kiedy w szklarni pojawił się nikt inny, jak Eran Joyce. Oczy Gryfa błysnęły widocznie i widać było, że jest zadowolony i jednocześnie zdziwiony obecnością Ślizgona. Nie spodziewał się go.
- Rozumiem. Emocje to przedziwna rzecz... - powiedział jakby sam do siebie, jednocześnie obserwując zmiany na obliczu chłopaka na widok Rose. Zaraz na myśl przyszedł mu jego ojciec, Ślizgon obdarzony wręcz anormalną potrzebą dbania i kochania jego matki i zachciało mu się śmiać. Jak można się było domyślić, radości profesora dopełnił obraz Krukona z szóstej klasy, który jak gdyby nigdy nic pojawił się w jego szklarni na zorganizowanym przez niego szlabanie. I wcale nie obchodziło go, że cała trójka uczniów przybyła z minami jak na pogrzeb.
- Dobry wieczór, Chris. - Z rękoma złączonymi za ciałem kiwnął uczniowi głową, odnotowując w myśli, że nie pamięta jego nazwiska. - Panna Began chyba opanowała już umiejętność odczytywania pragnień nauczycieli. Każda para rąk się przyda, dobrze że przyszedłeś.
Jednocześnie zachowywał się tak, jak gdyby co najmniej całe towarzystwo nagromadziło się tu z dobrej woli, by mu pomóc a nie wyłącznie dlatego, że im kazano.
- Wydawało mi się, że wspominałem - wyglądał na szczerze zdziwionego faktem, że nikt nie wie po co się tu zgromadzili. Oczywiście, prócz tego by odrobić karę. - że będziemy się dziś zajmować różami. Program Klasy V nie obejmuje pielęgnacji tych kwiatów, więc potraktujcie to jako zadanie ponadprogramowe, które jest świetnym dopełnieniem lekcji z profesor Nunnce. Proszę, zbliżcie się tutaj...
Poprowadził uczniów do stolika przy końcu długiej szklarni, na której znajdowały się różne medykamenty i sprzęty potrzebne przy obchodzeniu się z roślinami. Nate wybrał ze wszystkich duże, białe spryskiwacze, tego koloru cztery pary rękawiczek i przedziwne, fioletowe mazidła w pudełkach od kremu.
- Zasada jest taka: róże, które wyglądają na zdrowe i zadowolone, spryskujemy. Te, które są chore i nieszczęśliwe z pewnością mają mozaikę liści. Kto z was wie co to znaczy?...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rose Williams
Administrator
Uczennica VI Roku
avatar

Data dołączenia : 05/06/2010
Liczba postów : 80
Punkty : 127
Wiek : 24
Skąd : Swindon, Anglia

PisanieTemat: Re: Cieplarnia nr 5   Wto Lis 02, 2010 2:03 pm

//Przerażasz mnie. x]

Zaraz po stwierdzeniu, że Eran raczej nie przyjdzie, zrobił na przekór i się zjawił. Nie wyglądał najlepiej, był za blady.
- Cześć. - przywitała go, a kąciki jej ust zadrgały. Gdyby ten szlaban nie wymagał powagi, zaiste, iż Rosalie zaczęłaby się śmiać z tego w jaki sposób Joyce usprawiedliwił swoje spóźnienie.
Następnie do środka wszedł ten... Chris jakiśtam, który zapraszał ją na bal i dostał kosza. Ale nie próżnował! Sytuacja na Błoniach i ta z Opuszczonej Klasy to dowód jego obrotności i zaradności. Gazeta Zwierciadło Hogwartu niestety nie kłamie. Wie to na własnym przykładzie.
Skrzyżowała ręce na piersiach i ruszyła za nauczycielem. Aby dotrzeć do jakiegoś stoliczka musiała niejednokrotnie uchylać się przed jakimiś roślinami, które najchętniej by ją pożarły. Jak można pielęgnować takie bestie? Rose nie potrafiła tego pojąć i dlatego też swojej przyszłości nigdy nie powiąże z zielarstwem. Przez to ciągłe rozglądanie za jakimiś lepkimi, włoskowatymi, albo kolczastymi mackami, prawie wpadła na profesora Gryffina, gdy ten zatrzymał się na końcu cieplarni. - Z tego co pamiętam... Mozaika liści to jest choroba wirusowa przenoszona przez mszyce. Czyli, że takie niewielkie przebarwienia o żółtym odcieniu robią się na listkach. - Zerknęła na kwiatki. Róże. Od jej imienia. To były chyba jedyne roślinki, które lubiła. Nie chciały jej zjeść, były ładne i cudnie pachniały.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nate Gryffin
Nauczyciel Zielarstwa
Opiekun Gryffindor'u
avatar

Data dołączenia : 01/09/2010
Liczba postów : 17
Punkty : 29
Wiek : 36
Skąd : Okolice Glasgow

PisanieTemat: Re: Cieplarnia nr 5   Wto Lis 02, 2010 4:27 pm

- Bardzo dobrze, Rose. - pochwalił uczennicę z zadowoleniem, ważąc w dłoni jeden ze spryskiwaczy, na którym czarnym flamastrem wypisane było WŁASNOŚĆ GRYFA. - Ten wirus jest bardzo zaraźliwy i byłbym szczęśliwy, gdyby tylko mszyce były powodem rozprzestrzeniania się. Przebarwienia o których mówisz... -
Profesor w swej czarnej szacie powędrował do rzędu róż o niebieskich, drobnych kwiatach, które nie stroniły od jego dotyku, ale przyjmowały go z mniejszym entuzjazmem niż te inne, czerwone i różowe.
- ...to ubytki w chlorofilu, naturalnym barwniku roślinnym o zdolności do absorpcji promieni słonecznych. Przez to nie mogą pobierać słońca w takiej ilości jak by chciały i zwyczajnie głodują.
Nate'owi zrobiło się nagle bardzo żal jego niebieskich róż, najbardziej chorowitych w całej cieplarni. Ostatnimi czasy były takie smutne i biedne, prawie wszystkie miały plamy na swych liściach, co też profesor nie omieszkał pokazać zgromadzonym uczniom. Wyciągnął z kieszeni szat fioletowe mazidło i po odkręceniu wieczka, zaczął starannie i delikatnie nakładać maść na najbardziej odbarwione liście. Rośliny nieco bały się tego, wyginały listki chcąc uniknąć kontaktu z jaskrawą papką.
- Trochę będą się bały, ale to dla ich dobra. Pamiętajcie, by te zdrowe spryskiwać. Zakładać rękawiczki i do roboty! - zakrzyknął dziarsko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eran Joyce
Uczeń VII Roku
avatar

Data dołączenia : 17/06/2010
Liczba postów : 25
Punkty : 32
Wiek : 25
Skąd : Walia

PisanieTemat: Re: Cieplarnia nr 5   Wto Lis 02, 2010 7:30 pm

Przybrać skórę pielęgniarki, wklepującej mazidło w listki chorowitych chwastów - nie o tym marzył Eran. Perspektywa przebywania w towarzystwie piekielnego Krukona, piekielnego nauczyciela, z piekielnie atrakcyjną Rose, w tym piekielnym miejscu sprawiło, że na jego twarzy pojawił się wyraz bezgranicznego zniechęcenia.
Wszystko było jak z piekła rodem. Otaczające go kwiatki, kwiatuszki i roślinki, unosząca się w powietrzu woń ziemi i różnych specyfików - cała ta mieszanka doprowadzała go do mdłości. Już wolałby myć zęby jakiemuś dzikiemu, włochatemu stworowi, niźli podnosić na zdrowiu różyczki. W przeciągu dwóch dni jego duma została dotkliwie nadszarpnięta, a z godności pozostały tylko marne resztki. Oczywiście, przesadzał, ale skłonności do dramatyzowania odziedziczył po matuli.
Ujrzawszy jak Gryffin nie może z radości i z jaką pasją mówi o przebarwionych listkach, zaczął obawiać się o zdrowie psychiczne nauczyciela. Czy Miłośnik Śmiesznych Pidżamek podczas kolacji z kobietą swego życia, również ględzi o cholernych chwastach? Nie zdziwiłby się gdyby właśnie tak postępował. Patrzył na niego, jakby był jakąś kreaturą czarodzieja i warknął:
- Przykro mi, ale nie jestem dobrym materiałem na tego typu prace. Pozbawiony jestem delikatności, a te kwiatuszki potrzebują rąk specjalisty. Istnieje możliwość przypatrywania się, jak pan to wykonuje? Byłaby to naprawdę pouczająca lekcja. - Rzekł, jak najbardziej starając się wpasować w role biednego uczniaka, który ma niezliczone przeszkody, aby pogłębiać swoją wiedzę. Spodziewał się, że Nate nie pozwoli mu się obijać, ale chociaż można spróbować, nieprawdaż?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nate Gryffin
Nauczyciel Zielarstwa
Opiekun Gryffindor'u
avatar

Data dołączenia : 01/09/2010
Liczba postów : 17
Punkty : 29
Wiek : 36
Skąd : Okolice Glasgow

PisanieTemat: Re: Cieplarnia nr 5   Sro Lis 03, 2010 5:11 pm

Próbować zawsze można, w końcu nic się na tym nie traci. Nate jak był w podobnym wieku do Erana też próbował, na sumach z historii magii. Odpowiedzi na teście zaznaczał na chybił trafił, licząc, że może coś ustrzeli. I ustrzelił, ocenę Okropny.
- Ależ Eranie. - zdziwił się profesor, wciskając Ślizgonowi w dłonie fioletowe mazidło i klepiąc go po nich pocieszycielsko. - Przecież kwiaty są jak kobiety. Jeśli nie masz ręki do kwiatów, nie wiesz jak się obchodzić z kobietami. Tak, tak, moi panowie... - mruczał, przechadzając się miedzy roślinami i ręką dając uczniom znać, by zaczęli pracować. - domyślam się waszych sceptycznych spojrzeń, wymierzonych we mnie. Ale uwierzcie mi, gdy będziecie mieć tyle doświadczenia co ja... przekonacie się, że kobiety niczym się od kwiatów nie różnią. Polecam Eranie, byś wykazał się w opiece nad tymi różami.
I mrugnął do niego, sam rozbawiony tą przypadkową grą słów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rose Williams
Administrator
Uczennica VI Roku
avatar

Data dołączenia : 05/06/2010
Liczba postów : 80
Punkty : 127
Wiek : 24
Skąd : Swindon, Anglia

PisanieTemat: Re: Cieplarnia nr 5   Sro Lis 03, 2010 5:59 pm

Nie, w ogóle nie dało się wyczuć, że Gryffin specjalnie podkreślił słowo 'różami'.
- Salazarze, co ja tutaj robię? - westchnęła cicho i spojrzała w górę. Zamiast natrafić na niebo, nawet te zachmurzone, zobaczyła tylko lekko przybrudzony, zaparowany, szklany sufit cieplarni. Przecież ona tu się udusi chyba, że wcześniej zeżre ją jakiś kwiat. Jak można tu pracować, skoro dziewięćdziesiąt procent powietrza wypełnia woda w postaci gazowej?
Za mało tlenu i zbyt dużo testosteronu. Trzech facetów, jedna dziewczyna i wokół pełno roślinek. Rosalie wywróciła oczami, ale będzie tu siedzieć, dopóki wszystkie chore róże nie zostaną wysmarowane fioletowym mazidłem. Żenada. - Wypraszam sobie, nie mam na ciele żółtych plam. - mruknęła jakby w ogóle nie zwracała się do nauczyciela. Rękawiczki założyła niemalże z lekarską sprawnością. Najpierw zaczęła spryskiwać róże, które wyglądały na zdrowe. Czy zadowolone, nie bardzo ją interesowało. W końcu to tylko kwiaty, nawet jak magiczne, zawsze pozostaną kwiatami. Następnie te zarażone, smarowała leczniczym wynalazkiem Gryffina. Skoro jego zdaniem to mężczyźni mają być wobec tych kolorowych roślinek delikatni, jest niemal równoznaczne z tym, że Rose może je połamać. Mimo to powstrzymała się przed krzywdzeniem różyczek, które bądź co bądź były jej imienniczkami i robiła swoje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eran Joyce
Uczeń VII Roku
avatar

Data dołączenia : 17/06/2010
Liczba postów : 25
Punkty : 32
Wiek : 25
Skąd : Walia

PisanieTemat: Re: Cieplarnia nr 5   Sro Lis 03, 2010 8:31 pm

Dzierżył w dłoni fioletowe mazidło, mając przy tym taką minę jakby trzymał starą skarpetkę współlokatora. Pan Gryffin chyba sobie kpił. Spodziewał się, że odziani w fartuszek, będą nucić sobie wesołe melodyjki i z czułością gładzić listki? Nie zapominając o radosnym uśmiechu na twarzyczce. Toż to jest najgorsza kara jaką mógł im zgotować nauczyciel! Ogarnęło go poczucie bezradności, więc z wolna założył rękawiczki. Zanurzył swój paluch w słoiczku, po czym z jak największą starannością począł smarować listki.
- Nie wiem czy pan ma świadomość, że pana porównanie jest nieodpowiednie. - Mruknął, wbijając oskarżycielsko ślepia w plecy Gryffina. - O ile się nie mylę, w swej obszernej kolekcji posiada pan egzemplarze, które z chęcią pożarłby nas na obiad. Czy sądzi pan, że kobiety są okrutnymi, bezmózgimi stworzeniami, które dążą do naszego unicestwienia? - Przerwał, by przejść do następnej róży. - Na miejscu Rose kopnąłbym pana w czułe miejsce. - Zamilkł, ażeby teatralnie westchnąć. Mimo pozorów, w głębi duszy zaczęło mu się to wszystko podobać. Perspektywa słownej wojny z Maniakiem Mleka, zrodziło w nim podniecenie, jak u małego dziecka, który chce otworzyć prezent.
- Szczerze powiedziawszy, wolałbym wsmarowywać tą podejrzanie wyglądającą maź w twoje ciało, a nie w chwasty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nate Gryffin
Nauczyciel Zielarstwa
Opiekun Gryffindor'u
avatar

Data dołączenia : 01/09/2010
Liczba postów : 17
Punkty : 29
Wiek : 36
Skąd : Okolice Glasgow

PisanieTemat: Re: Cieplarnia nr 5   Czw Lis 04, 2010 9:28 pm

- Każda dyskusja ma swoje granice, panie Joyce. - Nate pierwszy raz zwrócił się do Ślizgona po nazwisku. Co jak co, ale on bardzo lubił swoje czułe miejsce, był przekonany, że jeszcze może mu się do czegoś przydać i obrażanie go... Nienienie, nie wchodziło w grę!
Przez chwilę stał przy Chrisie, spojrzeniem wymuszając na nim wzięcie się do roboty. Nie miał nic przeciwko pogaduszkom podczas pracy, ale czego nienawidził najbardziej, to obijania się w robocie. Szczególnie, kiedy chodziło o zadowolenie innej istoty żywej.
- Jeśli zaś dyskutujemy o specyfice moich egzemplarzy... - uśmiechnął się i na nowo zaczął promieniować tym wewnętrznym ciepłem schowanym pod warstwami czarnych szat i skóry. Przed oczyma duszy jego stanęły mu obrazy wszystkich tych roślinek, które może do aniołków nie należały, ale według niego były piękne w swej złożoności charakterów. - Czy na świecie nie ma kobiet złych, okrutnych, pozbawionych litości? Cała historia czarodziejów aż ćwierka od takich przypadków, czego bardziej wam dowiedzie wasz nauczyciel od Historii Magii, niż ja. Nigdy nie byłem w tym specem... - I znowu powróciło widmo oceny Okropnej na sumach. - Ale ogólnie mówiąc, kobiety są tak samo delikatne i wymagające troski.
Po czym już chciał chwalić Rose za zwyczajne "robienie swojego", bo o to przecież właśnie w tym wszystkim chodzi, by nie wykręcać się od zadania. Kiedy dosłyszał wyznanie Erana, które, jak miał nadzieję, skierowane było do Ślizgonki, nie do niego. I poczuł się rozbawiony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rose Williams
Administrator
Uczennica VI Roku
avatar

Data dołączenia : 05/06/2010
Liczba postów : 80
Punkty : 127
Wiek : 24
Skąd : Swindon, Anglia

PisanieTemat: Re: Cieplarnia nr 5   Pią Lis 05, 2010 12:21 pm

To może wszystkich zdziwić, ale Rosalie nigdy w życiu nie kopnęła chłopaka w czułe miejsce. W pierwszych latach w Hogwarcie nikt jej nie podskakiwał, bo miała starszego brata, który dostał przykaz od rodziców, że ma się nią ''opiekować''. Niby teraz też Colin jest jej bratem, ale młodsza Williams zdążyła się już wyrobić i sprawy damsko-męskie załatwia za pomocą strzału w twarz, bądź jakiegoś milutkiego zaklęcia. Tak więc profesor od Zielarstwa mógł się czuć bezpieczny, do póki łapy będzie trzymał przy sobie.
- Eran! - szturchnęła go łokciem w bok, żeby takie uwagi zachował dla siebie, a jak koniecznie chce się z nią nimi podzielić, to po wyjściu z cieplarni. Przecież obok niego stał nauczyciel. Zero skrępowania?
Gryffin, który był cały czas wielce szczęśliwy, optymistyczny i rozbawiony, zaczynał budzić w niej wątpliwości, że takie jest jego usposobienie. Jeżeli ma taki dobry towar, niech da jej namiary na tego dilera, bo Rose też chce mieć tak ogromną chęć do życia.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christohper Tortoise
Uczeń VI Roku
avatar

Data dołączenia : 11/06/2010
Liczba postów : 116
Punkty : 125
Wiek : 24
Skąd : Irlandia

PisanieTemat: Re: Cieplarnia nr 5   Pią Lis 05, 2010 1:33 pm

Nie powiedział nic. Spojrzał tylko lekko zdziwiony na nauczyciela. Potem na Erana. Nie chciało mu się tego komentować. Boże, nie teraz!
Zabrał się do pracy. Im wcześniej to skończy, tym wcześniej wędzie musiał iść. Robił dokładnie to, co Gryffin kazał. Dość szybko, ale pomińmy to. Nie rozglądał się dookoła. Oczy wbił w kwiatek. Taki to ma jednak szczęście. Żadnych zmartwień... tylko ta choroba.
A ta dyskusja? Nic go to nie obchodzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eran Joyce
Uczeń VII Roku
avatar

Data dołączenia : 17/06/2010
Liczba postów : 25
Punkty : 32
Wiek : 25
Skąd : Walia

PisanieTemat: Re: Cieplarnia nr 5   Pią Lis 05, 2010 9:10 pm

Ta reprymenda zamiast pokory, zrodziło w nim rozbawienie. Należy uprzedzić, że nie chciał zamknąć swej mordki. Gdyby w szklarni panowała całkowita cisza jeszcze by zasnął, natomiast ględzenie jakoś podtrzymywało go w krainie nie-śpiących. Podłoga była brudna, a on akurat nie chciał robić sobie legowiska na błocie.
Nie wiedzieć czemu pan Mleczna Krówka, znów sprawiał wrażenie najszczęśliwszego człowieka stąpającego po tym jakże przerażającym świecie. Czyżby kwiatuszki sprawiały, że rzeczywistość dla Gryffina jawiła się w piękniejszych barwach? Nie chciał tego, ale stało się - wyobraził sobie coś. Coś bardzo dziwnego. Jak nauczyciel zasypia z błogim uśmiechem na ustach, obejmując pusty dzbanuszek, na którego dnie można było dojrzeć kilka kropelek białej, słodkiej cieczy, prócz tego tulił doniczkowy kwiat. Kwiat ten (jakże trudno jest użyć słowa "kwiat" określając krwiożerczego potwora), gładzi go czule listkiem po główce. Jakkolwiek by nie spojrzeć była to dość niepokojąca wizja, dlatego też Eran próbował wygonić wszystkie niepotrzebne myśli, które zaśmiecały jego, pulsujący bólem, mózg. Skupił się nawet na smarowaniu chorych roślin, jedno ucho nastawiając na to, żeby słuchać wypowiedzi rozradowanego czarodzieja.
- Nie mam zamiaru się rozdrabniać jakie są kobiety. Po prostu nie widzę piękna w czymś takim. - Wskazał na rzędy zadowolonych bądź schorowanych róż. - Osobiście porównałbym płeć piękną do eliksirów.
Syknięcie Rose zignorował, ta samo jak wtapianie się w tło Krukona. Za bardzo dezorientowały go te cholerne roślinki oraz ból głowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nate Gryffin
Nauczyciel Zielarstwa
Opiekun Gryffindor'u
avatar

Data dołączenia : 01/09/2010
Liczba postów : 17
Punkty : 29
Wiek : 36
Skąd : Okolice Glasgow

PisanieTemat: Re: Cieplarnia nr 5   Pią Lis 05, 2010 10:16 pm

- Dla każdego piękno przybiera inną postać. - zgodził się profesor, odstępując w tym momencie od Chrisa. Postawa Krukona utwierdziła go w przekonaniu, że opiekowanie się roślinami naprawdę ma bardziej zbawienny wpływ na uczniów niż podejrzewają. Skupiając się na nieszczęściu innych, zapominają o swoim i to pomaga im się wyciszać. Gdyby Nate był kotem, z jego gardła wydobyłby się pomruk zadowolenia. - Dlaczego akurat do eliksirów? - zainteresował się, naturalnie. Od razu zapaliła mu się w głowie lampka, że pewną słonecznikową profesor od eliksirów z pewnością zainteresowałoby to porównanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rose Williams
Administrator
Uczennica VI Roku
avatar

Data dołączenia : 05/06/2010
Liczba postów : 80
Punkty : 127
Wiek : 24
Skąd : Swindon, Anglia

PisanieTemat: Re: Cieplarnia nr 5   Sob Lis 06, 2010 9:22 pm

Merlinie! Rose już zaczynało się robić słabo od tej duchoty, panującej w cieplarni. Sprawę pogarszał nauczyciel Zielarstwa i Eran, który podobno miał kaca.
- Czy rozmowy między facetami ograniczają się tylko i wyłącznie do tematu kobiet i kwiatków? - jakby nie patrzeć wymieniali swoje poglądy o kobietach, zarazem o Rose. To momentami wprawiało ją w jeszcze większą irytację. Ile można o nich nawijać? Wybawieniem mogła być tylko jakaś wzmianka o Quidditchu. Może nie była wielką fanką tego sportu, ale to dosyć neutralny wątek. - Jak można nas porównywać do bezmózgich roślinek i martwych eliksirów? Przecież jesteśmy unikatowe. - mężczyźni inaczej postrzegali i interpretowali świat, i kobiety. Kobiety inaczej postrzegały i interpretowały świat, i mężczyzn. Przeciwności, które miały się uzupełniać. Tak miało być z założenia. A teraz jedna strona porównuje drugą to jakiegoś zielska i kolorowych, albo wrzących substancji. Pięknie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eran Joyce
Uczeń VII Roku
avatar

Data dołączenia : 17/06/2010
Liczba postów : 25
Punkty : 32
Wiek : 25
Skąd : Walia

PisanieTemat: Re: Cieplarnia nr 5   Pon Lis 08, 2010 7:39 pm

Nie sądził, że mizianie kwiatków przerodzi się w prawdziwą, poważną rozmowe mającą na celu zrozumienie tak trudnego zjawiska jak kobiety. Uważał to za interesujące posunięcie, zważywszy na to, iż był ciekaw zdania Mlecznego Króla. Naszczęście powoli odpływają od nudnego tematu roślin i zmierzają ku właściwej stronie. Nie rozumiał oburzenia Rose. Przecie lepsze to, aniżeli milczenie albo bzdurne rozmowy o pogodzie. Przynajmniej ocierają się o estetykę. Jego brwi uniosły się do góry, na znak ogromnego zdziwienia. Lecz najwyraźniej nikt tego nie zauważył, bo każdy był zajęty swoją różą. On również powrócił do zabiegów pielęnacyjnych, jednak myśli Erana krążyły zupełenie gdzie indziej.
- Rose wolałabyś nie wiedzieć o czym rozmawiają mężczyźni. A temat kobiet i kwiatuszków jest bardzo przyjemny. Poza tym ćwicze metafory, aby recytować ci swoje własne wiersze. - Bezczelnie pozwolił sobie na kpine. A co mu szkodzi!- Mam uzasadnić dlaczego bardziej pasują mi eliksirów do porównania z płcią piękną? Proszę bardzo. Eliksiry, jak pewnie wiecie, składają się z wielu składników. O ile dobrze się orientuje kobiety również są kłębowiskiem wielu uczuć, myśli, słowem - są bardzo skomplikowane i poplątane. Niektóre potrafią być trucizną, drogie zaś lekarstwem. Jedne mają słodki smak, drugie zaś gorzki. Oto moja teoria. Kto chce ją obalić?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nate Gryffin
Nauczyciel Zielarstwa
Opiekun Gryffindor'u
avatar

Data dołączenia : 01/09/2010
Liczba postów : 17
Punkty : 29
Wiek : 36
Skąd : Okolice Glasgow

PisanieTemat: Re: Cieplarnia nr 5   Pon Lis 08, 2010 8:43 pm

Gryffin uśmiechnął się szczerze, unosząc do góry ręce na znak, że nie ma żadnych kontrargumentów. Porównanie Erana spodobało mu się, świadczyło o tym, że chłopak myśli i kombinuje, a nic tak nie cenił u uczniów jak kreatywność myślenia. W dodatku przyjemna atmosfera mu się na tych zajęciach robiła, a zadowolenie róż zdawało się unosić w powietrzu. Dzięki temu od razu ładniej pachniały i tak wrażliwy nos jak ten przytwierdzony do twarzy profesora zielarstwa od razu to wyczuł.
- Powinienem częściej organizować takie szlabany... - rzekł w zamyśleniu. - O, a któreś z was planuje zdawać owutemy z zielarstwa?
Spojrzał po młodzieży ciekawie. Zazwyczaj opieka nad roślinami nie była czymś, do czego by się wszyscy tak garneli. Nie miała w sobie takiej efektowności jak OPCM, ani nie była tak bardzo przydatna jak zaklęcia, nie miała tylu zastosować co eliksiry... Jednakże mało kto zauważał, że eliksiry bez zielarstwa po prostu by nie istniały. Nate nie różnił się zbytnio w tej kwestii od innych nauczycieli i wewnętrznie uważał swój przedmiot za najważniejszy, najlepszy, najnaj. No, może na równi z ONMS.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Cieplarnia nr 5   

Powrót do góry Go down
 
Cieplarnia nr 5
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
WitchcraftRPG :: ▫Szklarnie-
Skocz do: